|
Wywiad z Jackiem Ryngiem, który nie poddał się chorobie. Tekst wyróżniony w konkursie Centrum Wolontariatu - pod patronatem ONZ:Wolontariat - nowe spojrzenie na pracę społeczną | ||
![]() |
Wykorzystać swój potencjał | ![]() |
|
- Został pan uhonorowany wyróżnieniem w ogólnopolskim konkursie poświęconym wolontariatowi. - Zaczęło się od tego, że w jakiejś gazecie przeczytałem informację o konkursie literackim pt. "Trochę dla innych". Była to jedna z pięciu kategorii konkursu "Wolontariat - nowe spojrzenie na pracę społeczną", organizowanego przez Centrum Wolontariatu pod patronatem ONZ. Napisałem pracę na ten konkurs i zostałem wyróżniony jednym z trzech równorzędnych wyróżnień na szczeblu regionalnym - Opole i ogólnopolskim. - W grudniu odbyło się uroczyste wręczenie wyróżnień laureatom konkursu. - Najpierw w Dzierżoniowie uczestniczyłem w regionalnej gali finałowej konkursu, gdzie otrzymałem puchar, następnie trzy dni później zostałem zaproszony na galę finałową szczebla ogólnopolskiego, która odbyła się w warszawskim Teatrze Dramatycznym. Tam nagrodą honorową była piękna statuetka. Retransmisja tej gali odbyła się w TVP2 w programie pt. Najlepsi z najlepszych. - W naszej gazecie opublikujemy pańską pracę konkursową, w której mówi pan o sobie, swojej walce i swoich przemyśleniach. Proszę nam powiedzieć w dwóch zdaniach, co pan chciał przekazać innym w tej pracy? - Staram się pokazywać osobom pełnosprawnym, że skoro ja, pomimo tak dużych ograniczeń, potrafię żyć aktywnie i myślę, że ciekawie, to tym bardziej ludzie pełnosprawni powinni docenić to, co mają, aby nie zmarnować swojego życia. Ważne jest dla mnie również docenienie tego, czy jest wolontariat. - Z jaką chorobą się pan zmaga? - Od dzieciństwa choruję na zanik mięśni. Skutkiem tej choroby jest to, że mięśnie się nie rozwijają, jest ich tyle, jak u małego dziecka. Największy postęp choroby nastąpił w momencie dojrzewania, gdy szkielet się rozwijał, a mięśni nie przybywało. Wówczas stawałem się coraz słabszy, nie potrafiłem już samodzielnie poruszać się na wózku (wcześniej jeszcze to potrafiłem). - Nie mogąc się nigdzie poruszać musi się pan chyba strasznie nudzić w czterech ścianach swojego mieszkania? -Wręcz przeciwnie, brakuje mi ciągle czasu. Prowadzę ożywioną korespondencję. Uczestniczę w różnego rodzaju wyjazdach, spotkaniach, rekolekcjach. Szerzej o tym piszę w mojej pracy konkursowej, gdzie opowiadam o tym, jak doszło do tego, że stałem się aktywnym człowiekiem pomimo różnych ograniczeń, którym podlegam. - Co popycha pana do przodu? - Dla mnie zawsze było najważniejsze, abym nie zmarnował swojego życia i abym pozostawił po sobie dobry ślad. Zawsze się modlę, abym mógł iść za Jezusem i bym potrafił kochać tak jak On. Wydaje mi się, że gdybym stanął w miejscu, to jakbym powiedział Bogu "nie". Jest we mnie taka ufność, że On mnie prowadzi i On w tej mojej sytuacji widzi jakiś sens i cel. - A czy pan widzi jakiś sens i cel w tym, co pana spotkało? - Ja w mojej słabości mogę doświadczać wszechmocy Boga, który sprawia, że mimo wszystko mogę żyć aktywnie i ciekawie. Bóg stawia też na mojej drodze ludzi, którzy chcą mi pomagać, w innej sytuacji pewnie bym tego nie doświadczał. Ta pomoc jest dla mnie wyrazem Bożej miłości - człowiek sam z siebie nie mógłby wykazać się taką miłością, jak ci pomagający mi ludzie w stosunku do mnie. - Czyli, że pogodził się pan ze swoją chorobą? - Zanim powiedziałem Bogu "tak", czyli zanim wyraziłem zgodę na Jego wolę w moim życiu, to żyłem w ciągłym rozdarciu. Szukałem za wszelką cenę uzdrowienia z mojej choroby. Z drugiej jednak strony nie chciałem, aby to poszukiwanie zdominowało moje życie. Z czasem odkryłem, że wiara to nie tylko oczekiwanie na to, co według mnie byłoby dobre. Zrozumiałem, że wiara to ufna pewność, że to co pochodzi od Boga, jest dobre. - Przecież choroba nie pochodzi od Boga. - Odnośnie mojego życia zrozumiałem, że Bóg czasem dopuszcza jakieś zło, na przykład chorobę, bo widzi w tym jakiś głębszy sens i cel. Dla wyjaśnienia wystarczy w tym miejscu przytoczyć męczeńską śmierć jedynego Syna Boga, Jezusa Chrystusa. A wracając do wcześniejszego pańskiego pytania, to ja nadal chcę być uzdrowiony czy to za pomocą jakiegoś lekarstwa, gdyby je wynaleziono, czy też w sposób ponadnaturalny, bo wierzę, że Jezus również i dzisiaj uzdrawia ludzi tak, jak 2000 lat temu. Na razie jednak chcę w pełni wykorzystać ten potencjał, który mam i żyć pełnią życia. Jacek Ryng Tekst nagrodzony w konkursie: Wolontariat nowe spojrzenie na pracę społeczną. | ||