Tekst wyróżniony w konkursie Centrum Wolontariatu - pod patronatem ONZ:

Wolontariat - nowe spojrzenie na pracę społeczną

Wolontariusze są jak Anioły, które niosą pomoc

Być wzajemnie, słońcem i kwiatem

Najpełniej żyć

Jeszcze kilka lat temu byłem przekonany, że przez życie, w pełni aktywnie, można przejść tylko na własnych nogach... a ja nigdy nie potrafiłem nawet stanąć... Choruję, bowiem na zanik mięśni, który stopniowo, pozbawia mnie sprawności ruchowej.

wolontariusze są jak kwiaty

Do 25 roku życia starałem się, unikać ludzi, gdyż czułem się jak dziwoląg, który równocześnie wzbudza niezdrową ciekawość i razi czyjeś poczucie „dobrego smaku”. Z tego powodu, nie wyobrażałem sobie, abym mógł wyjechać, poza moje mieszkanie, na wózku inwalidzkim. Kojarzył mi się on z przekleństwem, którego należy się wstydzić i ukrywać.

Wówczas moją jedyną towarzyszką była nauka. Najważniejsze, bowiem jest, dla mnie, to abym nie zmarnował życia, by nie przeminęło ono bez żadnego dobrego śladu pozostawionego przeze mnie.

 Z tamtego okresu szczególnie cenię sobie korespondencję z szefem Instytutu Fizyki - Wojskowej Akademii Technicznej. Zaprosił mnie on nawet na międzynarodową konferencję naukową do Juraty. Była to bardzo „kusząca” propozycja, gdyż oprócz spotkania z gronem znakomitych naukowców, mogłem także, przez tydzień, wypocząć w elitarnym ośrodku wczasowym, nad morzem.

Niestety, musiałem zrezygnować z tego wyjazdu, gdyż obcy był mi wolontariat i nie znałem nikogo, kto mógłby pojechać ze mną jako opiekun.

Właśnie poczucie osamotnienia było dla mnie najbardziej dokuczliwe, gdyż zapewne każdy człowiek pragnie czuć się komuś potrzebnym tak, aby nasze życie nie trafiało w próżnię, lecz by było źródłem ubogacenia, radości i rozwoju dla drugiej osoby. Dlatego największą tragedią niepełnosprawności nie jest sama ułomność, lecz samotność...

Nie chodzi tutaj tylko o to, by sobie porozmawiać, czy też by mieć jakieś towarzystwo, lecz myślę, że potrzebujemy drugiego człowieka, aby poprzez niego i w nim poznawać prawdę o nas samych i o otaczającej nas rzeczywistości. Im bardziej nie jesteśmy wzajemni sobie obojętni, lecz zależy nam na tej drugiej osobie, tym bardziej stajemy się takimi szczególnymi zwierciadłami, w których odnajdujemy własne myśli, możliwości, odpowiedzi na nurtujące nas wątpliwości, a nawet drogę naszego życia...

Trudno jednak było mi wierzyć, że odnajdę przyjaźń, gdyż w naszym społeczeństwie zazwyczaj bardziej „normalne” są relacje np. z jakimś pijakiem, draniem, egoistą... niż z niepełnosprawnym chłopakiem... Nie każdy, bowiem uświadamia sobie, że niekiedy większe może być ukryte kalectwo moralne, czy też etyczne, niż ułomność fizyczna. Ta jednak jest szczególnie widoczna, więc obawiałem się braku akceptacji i odrzucenia.

Nie wiedziałem wówczas, że bardziej istotne od tego, co nas dotyka, jest nasze nastawienie do tych doświadczeń, a ich przeżywanie uwarunkowane jest wartościami, które są dla nas najważniejsze i które określają sens oraz cel życia.

Moje życie zaczęło się zmieniać, gdy zrozumiałem, że wiara nie powinna polegać na ślepym oczekiwaniu tego, co według mnie byłoby dobre, lecz z Wiary musi wypływać ufna pewność, że cokolwiek stałoby się z woli Boga, jest zawsze dobre, bo ma swoje głębsze uzasadnienie...

Później, w tym przekonaniu utwierdziły mnie także moje okulary. Po ludzku jest to zło, bo przecież ograniczają widzenie, ciążą, przeszkadzają. Zostały mi one jednak dane, aby uczynić znacznie większe dobro, by uratować mój wzrok, a nawet życie...

Było to wtedy, gdy wracałem, pociągiem, z moją koleżanką z obozu nad morzem. Leżałem wówczas, w przedziale, w poprzek siedzenia, ponad którym jest półka. Znajdowała się na niej wielka, przeciwsłoneczna parasolka z ostrym szpicem... Moja koleżanka brała coś z tej półki i zawadziła o tę parasolkę... Widziałem jak spada ona, tym szpicem, prosto na moje oko, lecz nie mogłem nawet poruszyć głową. Prawdziwym cudem było to, iż szkło w okularach nie pękło. Szpic parasolki ześlizgnął się po szkle i jedynie przeciął mi skórę na nosie.

Nie trudno wyobrazić sobie, co stałoby się bez okularów – rozbite oko, uszkodzony mózg...

Myślę, że to doświadczenie jest dowodem na to, iż Bóg wie, co jest dla nas dobre. Aby  jednak mógł On czynić dobro, nawet poprzez moją niepełnosprawność, najpierw sam musiałem ją przyjąć, pogodzić się z nią, musiałem Mu zaufać...

Dopóki brakowało mi tego powiedzenia "TAK", to żyłem w ciągłym rozdarciu, pomiędzy walką z tym, co zostało mi dane, a możliwie najbardziej pełnym i aktywnym życiem, w tym stanie, w jakim jestem.

Od wolontariatu się zaczęło

W tamtym czasie jednymi z nielicznych osób, które mnie odwiedzały, były moje nauczycielki. To właśnie one zapoznały mnie, wówczas jeszcze z klerykiem-Jurkiem, który po święceniach kapłańskich, odprawił w moim pokoju, Mszę Św. – prymicyjną.

Był to przełomowy punkt w moim życiu. Tego, bowiem dnia sam Pan Jezus uobecnił się w moim pokoju. Gdy przyjąłem Go w Komunii Św., pod dwiema postaciami, z moich oczu popłynęły łzy radości i wzruszenia. Doświadczyłem wówczas tak niesamowitej i wszechogarniającej Miłości Boga, że myślę, iż właśnie w niebie jest tak dobrze jak było mi wtedy i niejednokrotnie jest nadal, gdy spotykam się z Panem Jezusem w Eucharystii.

Ta Msza Św. pozwoliła mi uwierzyć, że skoro sam Bóg chce być ze mną, to moje życie musi mieć sens i znaczenie... być może także dla innych ludzi...

Właśnie w świetle wiary zrozumiałem, że gdy Jezus uzdrawiał, rozmnażał chleb, to szły za Nim tłumy, lecz czy oni byli Jego przyjaciółmi? Czy wykorzystywali jedynie to, że mógł im się jakoś przydać? Natomiast na drodze krzyżowej prawie wszyscy Go opuścili... Pozostali przy Nim tylko ci, którzy potrafili prawdziwie kochać. To dało mi nadzieję, że być może również ja spotkam takich ludzi, dla których niepełnosprawność nie jest okropieństwem, od którego się ucieka, lecz widzą w niej wyzwanie, aby wzrastać ku temu, co w człowieku jest najbardziej ludzkie... a zarazem Boże.

Zacząłem, więc otwierać się na ludzi i wychodzić do nich, początkowo poprzez moje publikacje w czasopismach. W odpowiedzi napisały do mnie osoby, które nie ograniczają się do tego, co powierzchowne, gdyż potrafią patrzeć sercem...W ten sposób, w mroku mojej samotności, zajaśniały pierwsze gwiazdki przyjaźni. Niejednokrotnie odpisują też osoby, które pomimo pełnej sprawności fizycznej zagubiły wiarę w sens i wartość swojego życia...

Wstąp do mojego Wolontariatu

Zazwyczaj wystarczało parę listów, czy też spotkanie, aby stopniowo rozkwitały w nich radość i piękno życia. Ja mogłem ofiarować im jedynie zrozumienie, akceptację, rozmowy, wspólne spacery, czy też okazję do pomagania mi. To jednak dawało im poczucie, iż są komuś potrzebne, że potrafią czynić dobro i w tym odnajdywały to, co w życiu jest najważniejsze...

Jedna studentka po spotkaniu ze mną, napisała:

"Radość, którą masz w sobie - taką prawdziwą i głęboką – jest dla mnie nieustannym przykładem, jak żyć. Jeśli dziś jestem inna, lepsza - to dzięki tobie. Ktoś kiedyś powiedział, że przykłady pociągają i patrząc na Ciebie wciąż tak wiele się uczę... Odkrywam to prawdziwe piękno życia..."

Te słowa dały mi nadzieję, że niepełnosprawność jest tylko na tyle złem, na ile ogranicza w czynieniu dobra, a przecież jego źródłem jest Bóg, który działa poprzez nasze serce i umysł. Dlatego mogę ofiarować chociażby serdeczną Przyjaźń, w której można ubogacać się wspólnymi przeżyciami, a także tym, co stanowi nasze życie wewnętrzne. Przekonany, bowiem jestem, że tak naprawdę żyjemy na tyle, na ile istniejemy dla innych ludzi, lecz tylko wobec Przyjaciela możemy istnieć także w tym, co jest w nas najgłębsze, a zarazem najwrażliwsze. Myślę, że jesteśmy tutaj podobni do kwiatów, które pragną rozwinąć pąk, aby ukazać swoje wnętrze, lecz by było to możliwe, muszą być one otoczone światłem i ciepłem. Zapewne właśnie na tym polega tajemnica szczęścia, iż jest się wzajemnie dla siebie słońcem i kwiatem, który rozkwita w ciepłym spojrzeniu, w jasnym uśmiechu, w dobrym słowie, w życzliwym geście, w serdecznym dotyku akceptacji...

Właśnie dzięki takim relacjom, z czasem, przestałem wstydzić się mojej ułomności. Już nie chciałem chować się w moim mieszkaniu, lecz zapragnąłem wyjść na – niejednokrotnie bardzo kręte i wyboiste – drogi mojego życia. Tylko, bowiem na nich mogę odnajdywać najcenniejsze skarby: szczęście, dobro i piękno, których źródłem są miłość i przyjaźń. Są to jedyne skarby, które nie przeminą, lecz pozostaną w naszych sercach i na zawsze będą nas ubogacać... Bo bez względu na zewnętrzne okoliczności i nawet pomimo bezwładnego ciała, życie, tak naprawdę, toczy się w nas... w naszych sercach...

Wciąż żywe są w mojej pamięci chwile, gdy po raz pierwszy wyjechałem na wózku poza mieszkanie i mogłem stać pod drzewem, słuchać jego szumu, dotykać szorstkiej kory. Mogłem dotknąć trawy, zerwać jej trochę, powąchać... Soczysta, pachnąca, zielona trawa - dla innych prozaiczna codzienność, a dla mnie życie, natura, piękno, ukojenie, radość.... Myślę, że niejednokrotnie przestajemy cenić coś dla nas bardzo ważnego, tylko dlatego, że spowszedniało nam to. Dopiero utrata tej wartości uświadamia nam, jak wiele zostało nam dane i jak mało potrafimy to doceniać i cieszyć się tym...

Bardzo ważne było dla mnie to, iż mogłem poznać problemy ludzi, którym na pozór nic do szczęścia nie brakuje, lecz wewnątrz zmagają się z jeszcze większymi trudnościami niż ja. To pomogło mi docenić to wszystko, co mam; to, co mogę; to, że w ogóle mogę cieszyć się darem życia! Albowiem jego piękno odnalazłem właśnie w tym, że nie przechodzi się przez nie jak przez płaską, monotonną dolinę, lecz jest to niepowtarzalny górski szlak. Bywa, że czasem napotykamy jakieś wysokie i strome wzniesienie, które jest zbyt trudne, aby pokonać je samotnie. Natomiast idąc wraz z przyjaciółmi można liczyć na ich pomoc, aby podążać wciąż dalej.... tam, gdzie horyzontem są marzenia...

Nie chcę, więc stać w miejscu, bo wówczas zmarnowałbym swoje życie, lecz pragnę odnajdywać drogę, która stanowi o wyjątkowości mojego życia i wiedzie do jego celu. Toteż z czasem zapragnąłem pojechać na jakiś turnus rehabilitacyjny, abym przez 2 tygodnie mógł cieszyć się bliskością przyrody oraz spotkaniami z ludźmi. Stało się to możliwe m.in. dzięki mojej wolontariuszce - koleżance, która chciała towarzyszyć mi jako opiekunka. Były to dla nas zupełnie nowe doświadczenia, więc z wyjazdem tym wiązało się wiele obaw, m. in. czy ta 19- letnia dziewczyna podoła całej opiece nade mną? Mówiono nam, że jesteśmy szaleni, jadąc razem na obóz...

Cieszę się jednak, że wyzbyłem się tej „normalności”, która skazywała mnie na uwięzienie, we własnym pokoju... Albowiem, aby wzrastać i rozwijać się trzeba wciąż przekraczać kolejne granice własnych obaw i słabości, które istnieją, przede wszystkim w naszych umysłach, w wyobraźni, lękach, kompleksach....

Z Wolontariuszami wędruę Tatrami

Wiele takich barier udało mi się przełamać podczas różnych obozów, które pokazały mi czym jest wolontariat i były czasem wspaniałej przygody i wzajemnego ubogacenia. Wciąż cieszą mnie niesamowite przeżycia, gdy np. zdobywaliśmy górskie szlaki, na które tylko ktoś zupełnie szalony wybrałby się na wózku.

Po przejściu jednego z takich karkołomnych szlaków usłyszałem słowa, które mogłyby wiele powiedzieć osobom poszukującym szczęścia i pełni życia jedynie w obrębie czubka własnego nosa, a odnajdują oni tylko pustkę...

Słowa te brzmiały mniej więcej tak:

„Wiesz Jacku, gdybym sama tu doszła, to byłoby to coś zwyczajnego - bez większego znaczenia. Natomiast poprzez to, że pomogłam tobie, moja radość i satysfakcja jest znacznie większa, bo mogę cieszyć się także tym, że przyczyniłam się do tego, iż jesteś szczęśliwy, będąc w tym pięknym miejscu...”

Myślę, że tacy ludzie – wolontariusze, odkryli prawdę, iż radość i sens życia można odnaleźć tylko wtedy, gdy szuka się każdego dobra, jakie możemy uczynić dla innych ludzi.

Zapewne właśnie z tej przyczyny Bóg stworzył człowieka, bo jest On Miłością, a miłość rozkwita tylko w relacji z drugą osobą, albowiem jest ona pragnieniem dawania siebie dla dobra i szczęścia innych. Toteż Miłość nie może istnieć bez drugiego człowieka, podobnie jak ogień nie może istnieć bez powietrza Możemy stanowić jakiś potencjał Miłości, tak jak np. świeca może kiedyś rozpalić się płomieniem, lecz nie będzie to możliwe w próżni.

Nic nie jest warta sama zdolność do miłości, jeśli nie realizuje się ona względem innych osób.

Toteż również ja nie chcę ograniczać się tylko do przyjmowania pomocy, lecz pragnę pozostawić po sobie jakiś ślad miłości – dobro, jakie uczynię dla drugiego człowieka...

Dlatego tworzę m.in. strony internetowe: www.przyjaciel.opole.pl ; aby pokazać, że warto być wolontariuszem, aby  pomóc, osobie niepełnosprawnej, przejść chociażby najmniejszy odcinek tej pielgrzymki, którą jest każdy dzień życia... Niestety, nie każdy ma świadomość, że właśnie w właśnie w takiej relacji można poznać nowe oblicze szczęścia: gdy zobaczysz promieniujące radością i wdzięcznością oczy, w których odnajdziesz odbicie swojego serca...

Zazwyczaj najtrudniej jest nawiązać ten pierwszy kontakt z osobą niepełnosprawną, bo jest to jakby wejście do nieco innego, tajemniczego świata. Warto jednak pamiętać, że odkrywanie nieznanego świata może być ciekawe i ubogacające. Jest to również szansa, by nie ograniczać się tylko do biernej obserwacji życia, co często wyraża się w tym, iż ludzie chcieliby pomagać jakiemuś „inwalidzie" z telenoweli, a zapominają o sąsiedzie na wózku, który czasem potrzebuje pomocy, czy też samej obecności drugiego człowieka.

Zapewne niejednokrotnie przeszkodą jest tutaj obawa przed jakimś "uwikłaniem się". Myślę jednak, że nie tylko dla mnie każda relacja ma na tyle sens, na ile każde spotkanie jest wzajemnym darem ofiarowanym z potrzeby serca, w pełnej wolności; na ile Ty możesz odnaleźć w tym swoją radość i satysfakcję; na ile Ty poprzez mnie, a ja poprzez Ciebie możemy wzajemnie się rozwijać i ubogacać.

Wolontariat jest Piękny

Dlatego staram się przyczynić się do przełamywania barier, których źródłem są przede wszystkim brak wiedzy i zrozumienia.

Myślę, że powinienem dzielić się moimi doświadczeniami, pisząc m. in. o dobru, z jakim się spotykam, gdyż czasem, zwłaszcza młodzież, naśladuje złe przykłady tylko, dlatego, że nie mają oni pozytywnych wzorów, z którymi mogliby się identyfikować.

 Zapewne ludziom brakuje prawdziwego świadectwa Dobra, aby pod wpływem emanującej z ekranów przemocy, pustki duchowej, prymitywizmu, nie zamykali się w swoich domach i w samych sobie, lecz mieli odwagę wychodzić do drugiego człowieka, np. poprzez wolontariat.

Toteż wiele frustracji, współczesnego człowieka, bierze się stąd, że brakuje nam osoby, dla której nie byłby najważniejszy cały świat – rzeczy materialne, sukces, kariera, lecz drugi człowiek... Wiele osób pragnie dawać siebie, chce czynić jakieś dobro, lecz często traktowani są jak przedmioty do wykorzystania, a nie jak ludzie do kochania... Być może, brakuje w tym wszystkim docenienia, czy też postawy wdzięczności, za to, że Ty chcesz być dla mnie, a ja dla Ciebie...

Przykładem jest moja koleżanka, która miała w sobie duże bariery, a nawet lęk wobec osób niepełnosprawnych. Nie wiedziała ona jak zachować się wobec osoby na wózku? O czym mówić? Obawiała się, czy nie zrani jakimś niezręcznym słowem, albo niewłaściwym gestem? Chciała jednak przełamać te ograniczające ją obawy. Nawiązała, więc ze mną najpierw korespondencyjną znajomość, a następnie pojechała, jako moja wolontariuszka na obóz. Później wyznała mi:

„Zdziwiłam się, że pomaganie tobie nie jest problemem, a nawet odnalazłem w tym radość i satysfakcję. Teraz już wiem, że wolontariat i  przyjaźń z osobą niepełnosprawną może dopomóc w tym, abyśmy wznieśli się ponad nasze problemy i ograniczenia; by zostały rozbudzone nasze serca... nasza wrażliwość... Dało to mi większe poczucie sensu i wartości mojego życia, które teraz spostrzegam jako bezcenny i niepowtarzalny dar...”

To świadectwo jest przykładem tego, że w każdym człowieku kryje się jakiś potencjał dobra, lecz tylko poprzez otwarcie się na Boga i innych ludzi, dobro to ma szansę rozwinąć się w nas, a także może uczynić ten świat lepszym i piękniejszym....

Jacek Ryng



Wywiad po konkursie: Wolontariat nowe spojrzenie na pracę społeczną.

Ważne tylko do 15 marca!

Aktualnie trwa konkurs e-wolontariatu, w którym moja strona: www.przyjaciel.opole.pl znalazła się wśród 12-stu laureatów. Jeśli uważasz, że to co robię zasługuje na wyróżnienie to proszę oddaj swój głos na stronie:
www.e-wolontariat.pl/oferty/glosowanie

(Aby głos był ważny oprócz mojej musisz jednocześnie zagłosować na dwie inne strony)
Będę wdzięczny, jeśli prześlesz tę informację swoim znajomym.
Z góry dziękuje za oddane głosy.

Jacek

Proszę napisz do mnie, jeśli chcesz pomóc mi, abym dalej mógł żyć aktywnie. Nawet, gdy nie wiesz jak pomagać osobom niepełnosprawnym, możesz dowiedzieć się o tym w praktyce, towarzysząc mi podczas jakiegoś wyjazdu, np. na turnus rehabilitacyjny.
Mam duże doświadczenie w szkoleniu wolontariuszy, którzy jeszcze nie mieli kontaktu z osobą niepełnosprawną.

Pamiętaj, że Dar Twojej Pomocy może być Darem Życia...      



Twój komentarz:
Imię i Nazwisko:    e-mail:   

Serdecznie Witam Cię Jacku! Jesteś wspaniałym człowiekiem i gratuluje pomysłu na dobre życie w niełatwej rzeczywistości. Ja mam męża chorego od 23 lat na stwardnienie rozsiane - mieszkamy w Rzeszowie w bloku na 4 piętrze bez windy. Nie są mi obce problemy osób niepełnosprawnych, choć bez wiary w Boże Miłosierdzie można stracić sens życia i się pogubić!!! Właśnie mój mąż ucieka do „własnej skorupy", bo w swej chorobie obraził się na Pana Boga. Nie pomagają moje prośby ani prośby kapłana, który był u nas "po kolędzie". To, że dziś trafiłam na Twoją stronę TO NIE PRZYPADEK. Jeśli to będzie możliwe chciałabym nawiązać z Tobą kontakt e-mailowy. W moim mieście nie słyszałam o wolontariacie, ale zawsze sporo satysfakcji i siły dawała mi świadomość, że moją skromną osobą mogłam komuś pomóc.

1 marca 2010 12:26

T.

Jej niesamowite, wiele przemyślałam, dzięki tej stronce. Jacku mocno pozdrawiam i ściskam. Wchodząc na ta stron, wpisałam w Google ,,przyjaciel” nie wiedząc co szukać, czy definicji, czy różnych tekstów dla przyjaciół , tak naprawdę uświadomiłam sobie, że to nie to jest najważniejsze. Dla mnie najważniejsze jest radość drugiej osoby, której mogę pomóc. Dziękuje.

11 lutego 2010 23:10

Karolina K.

Człowiek drży w obawie o to, co przyniesie kolejny, wschodzący dzień. Ile przede nim niedotrzymanych obietnic. Kłamstw wżerających się podskórnie. Ile łez zbierających się pod powiekami. Budzimy się z nadzieją, że może coś się w końcu zmieni. Gdy gasną światła miast zasypiamy już bez niej, bo wszystko wydaje się być takie samo. Tak samo szare, obłudne, niepewne. Tak samo nieistotne. I chcemy uciekać. Dokądkolwiek. Nieistotne gdzie. Byleby najdalej myśląc, że w ten sposób uwolnimy nasze serca od zmartwień. Uporządkujemy chaos w naszych głowach. A tymczasem wszystko sprowadza się tylko do jednego. Przestajemy Przeżywać nasze życie! Przepływamy przez nie niczym woda przez nasze dłonie. Gubimy sens. Wszystko to, w co tak głęboko wierzymy, wszystkie wartości, które dotąd wyznawaliśmy – blakną. Nie cieszy nas widok oszronionych traw. Szczerze powiedziawszy, nawet tego nie zauważamy! Gonimy za szczęściem, którego nawet nie jesteśmy w stanie w pełni doświadczyć. Bo jakie szczęście może nieść ze sobą gonitwa za czymś, co potrafimy dotknąć, zabrać na wyłączność? Miłości nie zbadamy fizycznie. Przyjaźni nie kupimy dla własnych korzyści. Nie doceniamy tego, co ofiarował nam Bóg. Nie wszyscy potrafimy dostrzec tego, jak jesteśmy ‘bogaci’ dzięki Niemu. Ale pomimo tak okrutnej rzeczywistości, którą sami sobie tworzymy-jestem szczęśliwa. Dlaczego? Bo w tych tysiącach twarzy mijanych co dzień, gdy przechadzam się ulicami miast, odnajduję choć jedną, tak prawdziwą, tak szczerą i tak pełną miłości jak Ty. Tak bardzo wrażliwą, dostrzegającą wszystkie absurdy tego świata. Osobę, która w maleńkich, być może i dość błahych sytuacjach, zjawiskach, rzeczach, jest skłonna dostrzec coś wyjątkowego. Coś, co innym umyka. Obok czego inni przechodzą obojętnie.
Bo miłość jest czymś niepowtarzalnym. Czymś, czego nie potrafię opisać, a czuję. Czego nie potrafię wyrazić, a każda jakakolwiek próba ubrania jej w słowa umniejszyłaby tylko jej wartość, znaczenie. Dziękuję Ci za tak dogłębne poruszenie mojego serducha. Za ogrom wiary, którą nosisz w sobie i którą zarażasz innych. Za ciepło, które wlałeś we mnie swoimi słowami. Świat staje się piękniejszy dzięki takim Skarbom, jak Ty. Nasyca się barwami. Jaśnieje. Potrafisz pobudzić człowieka do życia, mimo wielu osobistych problemów. Problemów, które nie są dla Ciebie żadną barierą, nie stanowią żadnej przeszkody w gonitwie za marzeniami. Ja proszę Cię tylko o jedno… NIGDY nie zatrać w sobie tej wiary! Kochaj życie, bo życie jest piękne! Czaruj swoim serdecznym uśmiechem! DZIĘKUJĘ!!!
Pomimo tego, że zima puka jeszcze do okien, Słonecznie Cię Pozdrawiam!

5 lutego 2010 01:14

Joanna L

Jest Pan niezwykłym człowiekiem. Wiem, że wolontariat to wielkie dobro, przynosi ogromne owoce. W skutek rożnych okoliczności życiowych zrezygnowałam z bycia wolontariuszem, lecz teraz zastanawiam się nad zmiana tej decyzji, powrotem do pomagania innym, m.in. dzięki Pana stronie internetowej. DZIĘKUJĘ!!!!!!!

23 grudnia 2009 18:56

Ola

Brak mi słów... Dziękuję..

14 października 2009 15:27

Kasia

Chciałam podziękować za tę stronkę. Późno już trochę i powinnam iść spać, ale wiem, że gdy jutro wstanę, będę mogła tu zajrzeć i wtedy, kiedy nie będzie dobrze również. Dotychczas czułam, że moje życie nie miało sensu, chciałam zrobić wiele, ale jedynie myślałam o tym, nie próbując tego zrealizować. Zawsze znajdę wymówkę, a przecież wydaje mi się, że tak bardzo tego chcę.
Dziś, gdy wpisałam "Przyjaciel" w google.pl nie wiem, co chciałam osiągnąć, może poznać jakąś definicję czy sztuczki jak znaleźć kogoś takiego i samemu nim się stać. Mam nadzieję, że od tej chwili coś się we mnie zmieni, przełamię się, stanę się pewniejsza siebie i będę robić to, czego chcę.
Kiedyś myślałam, że wyjściem jest popełnienie samobójstwa i nadal mam z tym niemały problem. Chęć do życia zwykle jest (i wstyd mi przed ludźmi, którzy walczą o nie, a ja jestem zdrowa i tego nie doceniam), ale teraz odczuwam poczucie, że jestem złą osobą i nie mogę już się zmienić, choćbym nie wiadomo co zrobiła. Swój czas źle gospodaruję i nadal popełniam czyny, których nie powinnam.
Tytuł strony: "aby nie zmarnować życia" wydaje mi się pełen nadziei, mam nadzieję, że uda mi się znowu odczuwać radość, dostrzegać piękno, które przecież wciąż nas otacza, i że wreszcie nauczę się kochać, bo teraz chyba nie potrafię...
Panie Jacku, jest Pan dla mnie osobą bardzo ważną, pomimo, że nie znam Pana osobiście, to właśnie Pan sprawił, że zaczynam dostrzegać sens. Dziękuję za drogowskaz jak żyć. Budzi Pan mój podziw, pomimo wielu przeciwności, potrafi Pan być takim szczęśliwym człowiekiem i dzielić się tym z innymi.
Włączyłam wczoraj komputer z zamiarem znalezienia czegoś, co wniosłoby coś nowego, pozwoliło się cieszyć tym dniem. Jeszcze przed chwilą śmiałam się z mojego sposobu poszukiwania - w Internecie. Co prawda wczorajszy dzień już minął, ale znalazłam coś, co niewątpliwie nada sens moim kolejnym dniom. Trudno opisać słowami to, co teraz czuję. Nie znajduję niestety również słów, by się odwdzięczyć...
Życzę powodzenia wszystkim w przemierzaniu świata dostrzegając jego prawdziwe Piękno w każdym człowieku obok, i czerpania z tego niewysłowionej radości.

21 lipca 2009 01:05

Gloria

Szanowny Panie Jacku!!! Jest pan bardzo dobrym człowiekiem!!! Czuję tu wielką obecność Pana Boga i gdyby nie miłość Jego i Przyjaźń życie pana potoczyłoby się całkiem inaczej. Tak mi się wydaje. Tylko cierpienie może rodzić dusze dla Jezusa i pan jest tego przykładem. Wielka jest Jego moc i miłość. Bardzo pana podziwiam i chciałabym być taka jak pan. Takich ludzi jak pan powinno być więcej na tym „zagubionym świecie”.
Ja jestem wolontariuszką w hospicjum dla dzieci i jestem tam od całkiem niedawna. Chodząc do szpitala do dzieci, do moich rówieśników sprawia mi wielką radość, w tedy czuje, że żyje, że życie jest piękniejsze i wierze w to, że świat może być lepszy, jeszcze piękniejszy i pełen miłości. Uwielbiam dzielić się miłością, być potrzebna innym i żyć chwilą (chwytać dzień- „carpe diem”;). Nie miałam łatwego dzieciństwa, ale On jest zemną i mnie kocha i pomaga mi w trudnych chwilach. Zaprasza mnie do siebie i czuje, że jestem mu potrzebna i, że ma plany na moje życie.

15 maja 2009 21:28

kochająca Boga - Sabina Karpicka

"to moje życie musi mieć sens i znaczenie... być może także dla innych ludzi..." Te słowa są mega ważne...Przypadkowo trafiłam na tę stronę. Szukałam wiadomości na temat wolontariatu. Oglądałam reportaż o chłopczyku z amputowaną nogą i wpadłam w histerie w momencie, gdy zobaczyłam jego płacz i krzyk. Automatycznie skarciłam się w myślach za poniżanie samej siebie.. i za znajdywanie w sobie kompleksów. Wy macie siłę. Tacy ludzie jak Ty dają mi wiarę w siebie. Ja potrzebuje takich ludzi wokół siebie.. Pragnę rozmów z takimi ludźmi jak Ty. Pozdrawiam.

3 lutego 2009 21:48

Małgorzata

niesamowite... Obecność takich ludzi jak Ty dodaje mi wiary w sens życia na tym zwariowanym świecie...

13 października 2008 22:25

aga

Podziwiam i Dziękuję.

10 października 2008 21:43

Ewelina

Jacku, jesteś szczęśliwym człowiekiem! Masz w sobie tyle wiary, radości, ciepła. Ludzie biorą udział w wyścigu życia, gonią, chcą być w czołówce. W tej gonitwie zapominają dokąd i po co biegną. Nie znają celu i nic ich nie cieszy. Otoczeni ludźmi są samotni. Ty wiesz, co jest wartością życia, wiesz co to szczęście, wiesz co to piękno. Jesteś wspaniałym człowiekiem. Dałeś mi wskazówkę na życie. Dziękuje. Pozdrawiam serdecznie Ciebie i wspaniałych wolontariuszy.

17 lipca 2008 18:07

Kasia F.

Nawet w internecie Pan Bóg ma swoich wysłanników, którzy nie pozwalają nam o Nim zapomnieć.
Jacku! Jesteś dla mnie żywym znakiem od Boga. Ściskam mocno.

16 czerwca 2008 05:30

Lidia

Dziękuję Ci Jacku, za piękne słowa:) Jesteś tak przepojony miłością, że emanuje ona wokół. Pozdrawiam serdecznie.:)

26 kwietnia 2008 23:04

Martyna

Piękno człowieka tkwi w jego sercu. Jest jak słońce, które prócz blasku daje kojące ciepło każdemu, na kogo skierujemy swój wzrok. Oczy są zwierciadłem serca i duszy. Dając siebie innym dajemy miłość; im więcej zaś miłości dajemy tym więcej jej mamy.

19 kwietnia 2008 10:58

Justyna M

Jestem pod wielkim wrażeniem, że można mieć tyle wiary... POZDRAWIAM:*********

17 kwietnia 2008 21:05

Dominika Ł.

Trafiłem na tą stronę zupełnie przypadkiem i jestem zachwycony twoimi refleksjami i tym jak doskonale potrafisz ubrać w słowa swoje uczucia, dzięki temu co napisałeś doceniłem wszystko co mam.
"Mogłem poznać problemy ludzi, którym na pozór nic do szczęścia nie brakuje, lecz wewnątrz zmagają się z jeszcze większymi trudnościami niż ja. To pomogło mi docenić to wszystko, co mam"
Tymi słowami trafiłeś w samo sedno, dziękuję Ci, to pomogło mi zrozumieć wiele rzeczy.

9 kwietnia 2008 00:38

Jatakitam

Mądry tekst mądrego pełnego wiary człowieka. Pozdrawiam Serdecznie

7 kwietnia 2008 19:13

Paweł S. Wrocław

Przeczytałam... i nie wierzę.. takich osób należy nie szukać ze świeczką tylko z gromnicą. Jestem pod ogromnym wrażeniem.

29 marca 2008 00:15

Natalia B

Jesteś niesamowitym człowiekiem. Dzięki tobie rozumiem wiele rzeczy, z którymi sobie nie radzę. Ps. Dobrze, że jesteś:)

14 marca 2008 22:33

Agnieszka W

Emanuje z tego listu bardzo dużo mądrości życiowej. Otrzymałeś Jacku wspaniały dar. Tylko się cieszyć, że takie bogactwo tkwi w Tobie. Pewnie jestem już kolejną osobą, która to mówi, ale musiałam się powtórzyć. Trzymaj się i trwaj w tym ciągle:-))

3 lutego 2008 14:21

Ilona W. z Polic

Dzięki Tobie Jacku chcę, aby ludzie byli dla siebie Słońcem i Kwiatem :):):) Z całego serca pozdrawiam:)

21 grudnia 2007 18:01

Dorotka W

Śliczne zdjęcia, mądry tekst, super stronka :):)

18 grudnia 2007 16:17

Majka

naprawdę gdy przeczytałam ten tekst, skłonił mnie to do większych refleksji. Jestem wolontariuszką, ale nie podejrzewałam, że moje starania by pomóc komuś, przez tego kogoś mogą być tak dobrze odbierane, jak, np. ty to odbierasz. Daje to nadzieje mojej misji. Ja pracuję z dziećmi z gorszych domów, w których panuje alkohol, agresja, narkotyki i twoje przeżycia sprawiają, że myślę, iż te dzieci to docenią, a wkład w ich osobowość przetrwa. Trzymaj sie dalej w tych przemyśleniach. Trzymaj się małych płomyczków przyjaźni wśród ciemnego tunelu samotności

15 grudnia 2007 21:43

Karolina j.

Podziwiam Twoją siłę ducha. Mam nadzieję, że Twój list komuś pomoże, otworzy nowe horyzonty na świat i na ludzi. Życie jest piękne, gdy zrozumie się sens własnego cierpienia. Tobie się to udało. Gratuluje:)

6 grudnia 2007 18:27

Kasia

Pozdrawiam bardzo serdecznie i na prawdę bardzo mądry pomysł na stworzenie tej strony ponieważ często zapominamy jak ważny jest drugi człowiek...

31 października 2007 23:39

Monika F

Takich ludzi powinno być na świecie więcej. Ja również bym chciała pomagać innym i zaangażować się w wolontariat, ale nie wiem jak:(

1 lipca 2007 23:23

Moooonika

Nie ustawaj w wędrówce, jesteś wspaniałym zwierciadłem, w którym ludzie powinni się przeglądać, aby dostrzec w sobie cząstkę Dobra, którą Ty Jacku po prostu promieniujesz. Też jestem wolontariuszką, z tym, że w szpitalu na bardzo ciężkim oddziale. Siebie ->Innym. To sens znaczący szlak życia. Pozdrawiam słonecznie!

16 czerwca 2007 17:36

Ola

Jestem pełen podziwu dla tej strony i osoby Jacka-to dla takich ludzi świeci słońce np. dzisiaj.

14 kwietnia 2007 17:21

Marcin N

Przypadkiem trafiłam na Twoją stronę i wzruszyłam się do łez bogactwem Twojej duszy. Niejeden zdrowy powinien Ci pozazdrościć. Ja też staram się być blisko Boga i niejednokrotnie z rozpaczą patrzę jak niektórzy marnują sobie życie korzystając z wątpliwych uciech i absolutnie nie dostrzegając obecności Boga. Mam takie problemy z moimi bliskimi i to jest moją wielką bolączką. Nie jestem już osobą zbyt młodą. Mam wiele szacunku i współczucia dla osób niepełnosprawnych. Niepełnosprawnym jest również mój mąż, który jest dobrym człowiekiem, ale przysparza mi wiele bólu trwając uporczywie w nałogu alkoholizmu, z którego bezskutecznie próbuję go wyrwać. Myślę, że kiedyś Pan zlituje się nad nim i go uwolni, szczególnie, jeżeli sam tego zapragnie i szczerze Go o to poprosi. Dziękuję Ci za tę piękną stronę i niech Cię Bóg dalej tak wspaniale prowadzi. Dodałam stronę do ulubionych i na pewno będę do niej wracać. Dobrze, że jesteś!

15 marca 2007 23:15

Zosia.

Witam! Mieszkam w Świdnicy. Jestem studentką III roku pedagogiki socjalnej z terapią rodzin. W tym roku piszę prace licencjacką. Działam też w wolontariacie. Szukam organizacji, która chętnie przyjmie wolontariuszkę na praktykę. Wzięłam udział w szkoleniu dla wychowawców, pracowników socjalnych i wolontariuszy, refundowanym przez EFS pod tytułem: Pomóżmy młodzieży i sobie. Chętnie wzięłabym jeszcze udział w szkoleniach dla wolontariuszy. Jeżeli Wasza Organizacja prowadzi szkolenia dla wolontariuszy, to ja bym się chętnie zgłosiła.

1 marca 2007 16:59

Nusia

Jesteś bardzo wartościowym człowiekiem, wierz że nie jesteś sam ale pamiętaj gdy się poddasz by nie tracić nadziei bo jest w życiu najważniejsza. Cieplutko pozdrawiam:

27 stycznia 2007 15:58

Aneta z Ruchu Swiatło-Życie w Białymstoku

Chcę zaangażować się w woluntariat, warunkuje to jednak przychodz

19 stycznia 2007 10:21

Ania 33 lata mężatka

Więcej o moich przeżyciach i przemyśleniach:

Aby nie zmarnować życia
Po, co żyjemy?
Na początku była samotność...
Przeistoczenie
Dar Przyjaźni - Darem Życia
To, co w życiu jest najważniejsze
Pozostawić ślad Miłości
Zaproszenie do Sopotu
Medugorje - spełnione marzenie
Z Wojskiem Polskim do Lourdes
Śladami Św. Franciszka z Asyżu
Piesza Pielgrzymka Opolska
Rekolekcje - Siłą Jego Potęgi
Jak -o- mnie piszą?
Moje publikacje ; Wystąpienia ; Wyróżnienia
Rekolekcje - tu możesz mnie spotkać
Dla Kobiet nie tylko w Dniu Kobiet:)
Dla Kobiet

nie tylko w Dniu Kobiet:)


MOŻNA ZOBACZYĆ
POLEĆ ZNAJOMYM!
Wolontariat w Opolu    Groń - Biały Dunajec   Turnusy Rehabilitacyjne Wolontariatu